A
A
A
A
+
-
Theme format_paint
Reset

Recenzje — ogólne

Chihayafuru

Bardzo przyjemna seria. Póki co obejrzałem jeden sezon i nie żałuję. Jest to jedno z najlepszych anime, jakie dotąd widziałem. Pokochałem pomysł z karutą. Chihaya może i jest głupią i naiwną smarkulą, ale ma w sobie coś, co sprawia, że nie wywołuje u widza reakcji "och, naprawdę?!". Wprowadza jakiś tam element komediowy i mimo jej jakże infantylnego zachowania, bardzo miło ogląda się losy głównej bohaterki. Świetnie jest przedstawione uczucie między Chihayą a Taichim. Nie jest to od razu wielkie nie wiadomo jakie "true love", a ich relacje dojrzewają z czasem. To naprawdę przyjemne oglądać, jak postaci się rozwijają. Nie przepadam za to za Aratą i pozostałymi bohaterami. Wydają się nie wyróżniać z tłumu.
Grafika może i nie jest najwyższych lotów, ale bardzo ją polubiłem. Ma w sobie coś, co przyciąga potencjalnego widza. Styl Chihayafuru wygląda na o wiele doroślejszy niż w innych produkcjach. Pierwszy opening jest znakomity.

Doukyuusei

Jedno z pierwszych i ostatnich shounen-ai, jakie udało mi się obejrzeć (niestety animacje nie obfitują w ten gatunek). Przyjemni bohaterowie, lekka fabuła, w sumie taka trochę naiwna. Nic skomplikowanego, ale i tak bardzo polubiłem głównych bohaterów. Na szczęście związek nie jest przerysowany i wygląda na w miarę realistyczny. Kreska jest niestaranna, ale rozumiem, że to zabieg celowy po prostu.

Rave Master

Cóż, jest to niedokończona adaptacja Mangi Groove Adventure Rave autorstwa dobrze znanego wszystkim Hiro Mashimy, autora popularnej serii Fairy Tail. Jak do Fairy Tail mam mieszane uczucia, tak tej produkcji muszę postawić co najmniej czwórkę z plusem. Genialnie wykreowani bohaterowie. Niby korzystają z jakichś tam stereotypów, ale wydają się być trochę od nich odsunięte. Motyw z zagubionym rodzicem może i przejedzony, jednak tutaj następuje pewien powiew świeżości. Historia Elie wspaniale obmyślona i ciągle trzymająca w napięciu. Plue jest uroczym stworzonkiem. Niedokończona adaptacja zachęca do przeczytania mangi.

Love Stage!!

Strasznie przerysowany i przesłodzony związek pod otoczką bogatej w szczegóły kreski, zamożnych postaci i stereotypów. Prawdopodobnie większość postaci można by scharakteryzować jako -dere. Najbarwniejszą osobistością jest tu chyba brat Izumiego, który tęczę wytatuowałby sobie chyba na czole. Seria miała swoje gorsze i lepsze momenty, nie mogłem jednak czasami strawić tego przesłodzenia i jest to głównym powodem, dla którego oceniam to anime jako "może być".

Kono Danshi, Sekika ni Nayandemasu.

Anime przedstawia związek nauczyciela z uczniem, który prawdopodobnie jest chory na jakąś przypadłość wrastania kryształu w skórę (?) w miarę integrowania się z ludźmi. Z tego też powodu główny bohater jest odosobiony od ludzi i nie zna pojęć takich, jak miłość, przyjaźń, dobro. Kiedy już zasmakuje uczuć, nie sposób jest mu je porzucić. Tym oto sposobem zakochuje się w swoim nauczycielu/ opiekunie, który jako jedyny służy mu pomocną dłonią. Schemat powtarzany tysiąc pięćset sto dziewięćset razy, choć z tym kryształem to całkiem oryginalny pomysł. Nie mogę jednak znieść relacji uczeń x nauczyciel, nawet jeżeli mogło być romantycznie. Chore. Kreska jest okropna, strasznie rozmyta, a to zakłóca odbiór.

Boku no Pico

Czy naprawdę muszę pisać, dlaczego ocena jest taka, a nie inna? Jakbym chciał porno, to znam lepsze strony niż Shinden.

No. 6

Serial opowiada o utopii zwanej No.6, w której to dochodzi do nadużywania praw miasta przez władze. Shion i Nezumi starają się obalić miasto będąc zdania, że zadanie "stworzyć utopię" jest niewykonalne, bo ludzie nigdy nie będą jednomyślni i zgodni z obecnym rządem. Dodatkowo pojawia się wirus postarzający ludzi w błyskawicznym tempie (co wiąże się również z ich błyskawiczną śmiercią). Szczerze mówiąc, oglądając odcinki No.6 w niektórych momentach wewnętrznie ryczałem. Było dużo różnych wątków, wszystko na szczęście oscylowało na wątku głównym — zniszczenia miasta-utopii. Najbardziej spodobała mi się postać Nezumiego (często można było zobaczyć w napisach "Szczurek" — jest to oczywiście zagolopowanie się w tłumaczeniu i nie powinno się go tak nazywać). Anime bazuje na light novel o tej samej nazwie. Grafika przyjemna dla oka, nie mam zastrzeżeń. Jedynie główny bohater trochę irytujący.

Sensitive Pornograph

Nie będę rozwodził i tutaj — mimo uroczych bohaterów, 3/4 fabuły to wiadomo co. Nie, nie i jeszcze raz nie.

Pokémon

Serii chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Ja obejrzałem chyba trzy sezony, kilkaset odcinków bodajże i skończyłem. Uważam, że po odejściu Misty zrobił się z tego straszny gniot i nie jest to już to samo. Nie zaznaczyłem kremowego kwadratu dlatego, że uważam, że anime dobiegło końca w momencie odejścia Misty, a dalej to tylko pociągnięte tak, żeby było. Denerwuje mnie Ash będący wiecznym dzieckiem i to, że zostawił swoje trzy pierwsze pokemony. Czy polecam? Tak, ale tylko żeby się zapoznać. Prawdą jest, że wstyd nie znać tak klasycznego serialu.

Junjou Romantica

Klasyk gatunku shounen-ai bazowany na pomyśle słynnej mangaki, Shungiku Nakamury. Podczas gdy wszyscy zachwycają się JR, ja muszę stwierdzić, że jest bardzo naiwne, sztampowe, sztywne, no i postacie są denne. Kreska mnie przeraża, bardziej prostokątno-trójkątno (nieważne, w każdym razie geometrycznych) podbródków nie było. Niektóre momenty jednak były romantyczne i dobrze ułożone, szczególnie Junjou Egoist (uwielbiam!), co wpływa pozytywnie na ocenę końcową. Jest zbyt mocny nacisk na główny paring, czego nie można odczuć w mandze (tomiki poszczególnych paringów są wydawane oddzielnie). Akihiko to natomiast jeden z najbardziej odrażających typów w japońskich kreskówkach, jakiego kiedykolwiek widziałem. Mówię o ludziach, oczywiście.

Loveless

Myślisz, że widziałeś już wszystko? Jak nie widziałeś Loveless, to jeszcze nie. Nie do końca ogarnąłem zamysł fabuły, ale to ZNOWU o jakichś strażnikach i takich tam pierdołach. Shounen-ai przeplatane z magią to najgorsze, co może być. Serię pod względem odrzutu wewnętrznego i zewnętrznego na samą myśl przebija chyba tylko manga Angel's Feather. Porzuciłem po kilku odcinkach. ZNOWU występuje związek dorosły x dziecko. Nienawidzę tego.

Owari no Seraph

Opowiada o losach chłopaka i jego "rodziny" w czasie wojny z wampirami i tajemnicznym wirusem zabijającym wszystkich powyżej trzynastego roku życia na Ziemi.
Byłem sceptycznie nastawiony do OnS i w sumie niewiele się pomyliłem w swojej ocenie serialu po pierwszym odcinku. Główny bohater, Yuuichiro, jest kompletnym bezmózgim idiotą, który nie dość, że łyka jak pelikan, to jeszcze ma tak nienaturalnie wykreowany charakter, że to aż boli. Ma za dużo sprzecznych cech i za szybko przywiązuje się do Gurena, którego tak naprawę nie zna. Najbardziej z postaci nie trawię właśnie Gurena — w końcu kto ostrzega wrogów przed własnymi pułapkami kilka sekund przed tym, jak mają wybuchnąć? Również nie za bardzo polubiłem resztę postaci — zwyczajnych kopii Yuu. Zaakceptować można za to Shinoyę. Braki w fabule uzupełniają trzy najlepsze postaci: Mikaela, Ferid i Krul. Szkoda tylko, że marnują się w tak słabej produkcji.
Obejrzałem wszystkie animacje związane z serią. Właściwie to nie wiem dlaczego to zrobiłem, ale dobrze się przy tym bawiłem, mimo że anime mocno średnie.

Koisuru Boukun

Zwykły romans. Nie zauważyłem tam nic szczególnego. Kreska miejscami strasznie odpychająca, szczególnie znowu geometryczne twarze (choć już nie takie, jak u Nakamury, a takie stożkowe bardziej). Taka nuda trochę, ale może być.

Hyakujitsu no Bara

Zwane też "Maiden Rose". Dla mnie całkowite nie. Kreska, jak zwykle w tego typu kreskówkach, odrażająca i niezachęcająca do dalszego oglądania. Nie obejrzałem drugiego odcinka, ale nie zaznaczam "porzuconego", ponieważ chcę pokazać, jak niskie jest to anime. Postaci mi się nie podobały, zbyt stereotypowe (ile jeszcze razy to napiszę?), no i było za dużo scen z wiadomo czym. Może i to powierzchowna ocena, bo w nie przypadł mi do gustu ten cały blondas, ale kij. Po prostu nie polecam.

Super Lovers

Już po samym tytule czuć oddech żelkowego stwora. Mimo, że trochę przesłodzone, anime bardzo mi się podobało. Pomijam fakt, że opisuje miłość między braćmi (na szczęście nie ma między nimi więzów krwi i to mnie jakoś tam pociesza), no ale wciąż. Ludzie, mogliście to sobie darować. Tu wszystko jest zrobione tak, że niby nie, a jednak tak. Shotacon? Niby nie, no bo Ren ma 16 lat, a Haru kilka lat starszy jest tylko, ale ten pierwszy celowo wygląda jak dziecko. Brocon? Niby nie, bo nie ma więzów krwi pomiędzy kochankami, jednak to nadal bracia. Może i nie wychowywali się razem (Haru wychował Rena, dosłownie rzecz ujmując), więc to tak jakby zakochać się we własnym... ojcu? Dobra, nieważne. Serię muszę pochwalić za złożoność fabuły i fajne wpisanie jej na osi czasu. Wydaje się rozległa, mimo że jest prosta i logiczna. Grafika i ścieżka dźwiękowa są znakomite! Z postaci wspomagających najbardziej urzekł mnie Aki.

Seitokaichou Ni Chuukoku

Kolejny romans tworzony na jedno kopyto, jak wszystkie zresztą. Anime opowiada o miłości wice-przewodniczącego samorządu uczniowskiego, Chigi, do przewodniczącego, Kokusaia. Pod koniec OVY występuje scena erotyczna, ale jest ona na tyle krótka i ocenzurowana, że można ją zaakceptować. Kreska pozostawia wiele do życzenia.

Sekai-ichi Hatsukoi

W przeciwieństwie do JR, którego autorką jest ta sama osoba, która stworzyła SH, bardzo lubię i polecam tę serię. Opowiada ona o młodym Ritsu pracującym w wydawnictwie książek jako redaktor. Jest on jednak posądzany o nepotyzm i chcąc się uniezależnić, przenosi się do innego działu. Niespodziewanie trafia na stanowisko redaktora rysowników shoujo-mang i do zespołu Emerald, którego szefem okazuje się jego dawna miłość sprzed dziesięciu lat — Takano Masamune. Anime łączy ze sobą wiele przypadków. Okazuje się, że ich rozstanie było wynikiem nieporozumienia, lecz protagonista nie dopuszcza do siebie takiej myśli i wmawia sobie, że to świat zwariował, a nie on. Wkrótce jednak coraz bardziej przekonuje się do tego, że darzy Takano-san szczególnym uczuciem.
Z pozoru typowa komedia romantyczna, z bliska już nie bardzo. Z tego, co wiem, komedie romantyczne zwykłe są być ultra żenujące i dwadzieścia cztery na dobę czuć otoczkę żartu, czegoś nieprawdziwego. W tym przypadku jest jednak inaczej. Mimo przeróżnych elementów komediowych — od charakteru "tsundere" Ritsu, aż po śmieszne stwierdzenia jego kolegów — komediowe elementy nie nachodzą na te poważne, co sprawia, że zachowany jest pomiędzy nimi pewien balans. Rzadko kiedy udaje się to autorom.
Pierwszy raz od wieków tak bardzo polubiłem głównego bohatera. Może i powinien w końcu przestać wrzeszczeć, że kore wa koi ja nai, ale jego postępowanie wydaje mi się raczej bardziej zabawne, aniżeli wkurzające. Nadal nie mogę i nie zaakceptuję geometrycznych podbródków (szczególnie tych "władzych" samców), ale są już o wiele lepiej narysowane niż w poprzednich seriach Shungiku. Warto dodać, że SH jest spin-offem, a żadna z mang nie została przez rysowniczkę skończona, co oznacza, że w każdej chwili mogą wyjść jeszcze nowe sezony.
Oprócz głównego paringu występują też poboczne: Yukina i Kisa oraz Hatori i Chiaki. I jak Yukisę znoszę, tak Hatoriego i Chiakiego nie. Sam w sobie Chiaki jest kopiuj-wklej Kisy i na odwrót — na początku ich nawet myliłem, co też jest minusem. Nie jest aż taki zły, ale że zostawił kogoś tak oryginalnego i uroczego jak Yuu, nie daruję. Otrzymał szansę bycia z kimś, kogo dobrze zna, a wziął prostokątnoryjnego. Zastrzelić go.
Podsumowując, jest to seria godna polecenia. W mojej opinii nie pojawiły się same pozytywy, ale to też dobrze. Takie produkcje mają nas zmuszać do wyrażania uczuć, również i tych negatywnych. Pewnie taką rolę pełnią wszystkie postaci, których nienawidzę. Zawsze mogę wyładowywać złość, wyobrażając sobie je zawiśnięte na sznurze i krwawo torturowane.

Tight-rope

Mylą mi się już te wszystkie adaptacje. OVY z gatunku shounen-ai są tak strasznie do siebie podobne. Nigdy nie mogę napisać o nich nic charakterystycznego i w tym przypadku nie jest inaczej. Podoba mi się, że związek między protagonistami nie jest nachalny, ma większą nutę realizmu. Ale to nadal nie to. Czegoś jeszcze mi tutaj jeszcze brakuje.

Ling Qi

Z początku myślałem, że mam do czynienia z shounen-ai, jednak oglądając to anime zauważyłem tylko jeden taki element — pocałunek, który przekazywał ducha. Prawdopodobnie web manga miała więcej wątków romantycznych pomiędzy głównymi bohaterami i dlatego też adaptacja kwalifikuje się jako BL. Tę ONĘ obejrzałem wręcz błyskawicznie. Akcja trzymała w napięciu. Bardzo polubiłem postać Duanmu Xi, ale również Yang Jinghuy.
Normalnie uważam mieszanie Magic i BL jako największy szajs, w tym przypadku jest jednak inaczej. Ale to pewnie dlatego, że takich wątków typowo romansowych jest mało, no i są enigmatyczne. W skórcie: Jinghua zostaje strażnikiem Xi i łączy ich specjalna więź, którą można nawet przyrównać do miłości. Ot, cała filozofia. Pomysł ze strażnikami jest oczywiście przewałkowany, więc nie mogę dać bardzo wysokiej oceny za oryginalność, ale myślę, że produkcja ta miała wiele innych plusów, tak że zasługuje sobie na ocenę wysoką.

Yuri!!! on ICE

Bardzo przyjemne i lekkie anime. Stało się tak popularne, że wstydem jest go nie znać. YoI to sportówka opowiadająca o karierze w łyżwiarstwie figurowym chłopaka o imieniu Yuuri. Prawdziwa akcja serialu rozpoczyna się w momencie, kiedy sławny łyżwiarz figurowy, Rosjanin Viktor Nikiforov znajduje filmik z jego jazdy i postanawia wziąć go za ucznia. Rezygnuje tym samym z własnej kariery. Viktor okazuje się bardzo śmiały w stosunku do Yuuriego, a oficjalne źródła podają, że są nawet zaręczeni.
Sam protagonista to nudne dziecko i typowy chłopiec ze sportówek, w ogóle mi nie przypadł do gustu. Viktor to natomiast zupełnie inna bajka. Jest wspaniale wykreowanym bohaterem i pod względem wyglądu, i pod względem charakteru. Zdecydowanie jedna z lepszych postaci ze sportówek wszech czasów.

Robotica*Robotics

Zwykle nie rozumiem psychologicznych anime i tak też było w tym przypadku. Kreska była taka dziwna, ale to pewnie zabieg celowy. Nawet miło się to oglądało, ale jednak pozostawię bez komentarza.

No Game No Life

Magi

Hitorijime My Hero

Hitorijime my Hero plasuje się na wysokim miejscu w moim rankingu anime shounen-ai. Słodycz i gorycz jest tam zbalansowana, a fabuła ciekawa i wciągająca. Bardzo przyjemnie oglądało mi się odcinki tego anime. Czekałem zawsze okrągły tydzień, aby wreszcie obejrzeć. Jest to jedno z niewielu, które oglądałem sezonowo (zwykle oglądam zakończone serie). Pamiętam, jak denerwowałem się, gdy nie było polskiego tłumaczenia, a potem w ogóle przestałem na nie liczyć i zacząłem oglądać wersję z angielskimi napisami.
Historia oscyluje na dwóch głównych bohaterach: Setagawie i Kousuke. Nie ma jednak związku między nimi (poza tym, że są dobrymi kolegami i jadają u Kousuke obiady), a każdy z nich ma swoje pięć minut. Setagawa zakochuje się w bracie Kousuke, natomiast Kousuke w swoim dawnym przyjacielu z dzieciństwa — Hasekurze. W produkcji przedstawiane są głównie rozterki miłosne młodych chłopaków.
Rozłożenie w czasie HmH obejmuje z początku lata prawdopodobnie gimnazjum, a potem szkoły średniej. Po obejrzeniu serialu widz ma wrażenie, że obejrzał długą nowelę, która wcale go nie zanudziła. Za to właśnie cenię sobie tę animację.

Sword Art Online

Niesławne SAO to opowieść o wirtualnym świecie i chłopcu, który ucieka od problemów życia codziennego i zanurza się w grę zwaną Sword Art Online. Jest to jedna z gier full-dive, do której potrzebny jest kask zwany Nerve Gear. System ten oszukuje mózg i wczytuje mu błędne informacje poznawcze. Nie istnieje tam magia, bo jak stwierdził Klein, większa frajda jest z wymachiwania mieczem własnymi rękoma. W dniu oficjalnego rozpoczęcia działalności, użytkownicy tracą możliwość wylogowania się i dowiadują się od twórcy gry — Kayaby — że muszą zostać w grze, póki jej nie przejdą. Zablokowano też możliwość respawnowania, więc jak ktoś umierał, to już się nie odradzał. W takiej sytuacji Nerve Gear przepalał nerwy w mózgu, wskutek czego przegrani natychmiast umierali zaraz po śmierci wirtualnej.
Jedni je kochają, drugie nienawidzą. Ja mam do SAO wypośrodkowany stosunek. Nie jestem jego fanem, ale też nie twierdzę, że to badziewie. Może i jest przewidywalne, a Kirito nie jest najciekawszą postacią, jednakże jakimś cudem przyjemność oglądania jest większa niż przy innych tego typu kreskówkach. Pożalić można się jeszcze o to, że Kirito romansuje z nieskończenie wieloma laskami, ale oczywiście kocha tylko Asunę, z którą niejednokrotnie bawił się w dom. Chętnie bym wyjaśnił, ale uznano by to za spoiler.
Grafika jest raczej średnia. Nie, że niepłynna, ale po prostu nie przepadam zbytnio za postaciami, które mimo wieku 16+ wyglądają jak chibi. Ścieżka dźwiękowa za to świetna. Uwielbiam pierwszy opening.

Togainu No Chi

Jestem wręcz zażenowany, jak adaptacja gry potrafi zepsuć fabułę. Wycofano stąd wszelkie wątki miłosne, a to strasznie ją zubożyło. Zresztą z DRAMAtical Murder było podobnie. Dlatego właśnie adaptacje gier to zwykle shit. Ci, którzy je robią, zwykli są mieć inne zamysły niż te oryginalne. Nie mówię, że krwawa fabuła jest tam źle obmyślona, ale po prostu to zbyt nudne, żeby obejrzeć wszystkie dwanaście odcinków. Mógłbym tak zrobić, jeśli byłyby trzy, a tak — po co się wysilać.

Zetsuen no Tempest

Noragami

Ikoku Irokoi Romantan

Fate

  • — Świetne
  • — Może być
  • — Słabe
  • — Zawieszone
  • — Porzucone
  • — W trakcie